... w Londynie zrobilo sie znowu smutno: wieje wiatr, jest zimno i znowu niczym z bollywodzkiego filmu czasem slonce czasem deszcz (raczej deszcz). Kaloryfery znowu poszly w ruch i trzeba owijac szyje szalikiem. Pan w BBC, ktory codziennie z usmiechem na twarzy mowi: "It may or may not rain. Have a nice day!" ostatnimi czasy ma racje :-)
No ale coz - trzymamy kciuki za poprawe pogody wkrotce.
Niedawno stala sie wielka tragedia, dlatego, ze moj komputerek sie zepsul. Ci ktorzy mnie znaja lepiej wiedza, ze komputera z internetem potrzebuje bardziej niz kawy i fajeczki :-) No ale poniewaz nie mozna bylo siadac i sie zalamywac dzielnie przynioslam do domu komputer z pracy (ktory jest super lekki) super go shakowalam i dzieki temu mam lacznosc ze swiatem :-)
A propos papierosow - musze przyznac - ze palenie rzucilo sie samo. Z Polski przywiozlam 2,5 paczki a na polce lezy caly czas jeszcze 1,5 paczki! Duzo ludzi mowilo ze rzuce tu palenie, ale raczej z powodu cen, ja raczej chyba rzucilam z braku towarzystwa do fajeczki. I to chyba dobrze, bo w tej sytuacji moge stwierdzic ... ze nawet nigdy nie musialam palic :-)
Ostatnimi czasy (poniewaz byl Bank Holiday) odkrylam osobiscie i po raz kolejny uroki typowego Brytyjskiego pubu. Bardzo mi sie podoba ta instytucja!!! Jest glosno, nie dlatego ze po uszach wali jakas niby super-muzyka, ale dlatego, ze ludzie rozmawiaja, smieja sie i nawet spiewaja ... oczywiscie zeby postawic piwko nalezalo skorzystac z poleczki, ktora jest przykrecona do wszystkich scian w pubie. Po przebiciu sie przez kolejke do baru (oczywiscie) do wyboru jest ok. 8 kranikow z dobrym piwem, do ktorego w szanujacych sie pubach nikt nie dolewa wody (albo przynajmniej nie tyle). W takich miejscach nie ma tez wyfikowanych 14-latek, ktore chodza po ulicach polnagie, nie ma tez zadnych awantur i bijatyk. O 12.00 szanujace sie miejsce zostaje zamkniete (zanim wszyscy sie zniszcza i zasyfia cale miejsce) wytrwali ida dalej imprezowac, a reszta kulturalnie udaje sie do metra, autobusow etc. Jak dla mnie 5+ dla Angli za puby :-)
No i musze przyznac, ze Bank Holiday i poprzedni tydzien doprowadzily mnie do ruiny finansowej: zakupy, zakupy, zakupy. W ten weekend zostaje w domu i jedyne gdzie moge isc to spacer w parku, silka, i warzywniak za rogiem :-)
Pozdrawiam goraco i z radoscia informuje, ze minely 2 miesiace odkad jestem w UK i czuje sie w stopniu zaawansowanym wkomponowana w to miejsce!
buziaki,
j.

Podczas calej wycieczki Love sprawowal się bardzo ladnie (tylko czasem mnie denerwował). Wszystko zaplanowane i zabudżetowane :D:D:D. Najgorsza przygoda była rano jak tylko przyszliśmy na peron. Pociag był extra luksusowy i wygodny, ale okazalo się ze wszystkie miejsca są zarezerwowane. Love nie był Az taki bystrzak, żeby zarezerwowac nam siedzonka. Szybko się zrewanżował, bo przebiegl caly pociąg aż się za nim kurzyło, ale upolował nam ładne siedzonka. I już za 4 godziny i 41 minut byliśmy w Edynburgu – w Szkocji. 



